— Tak, i zapomnij o niej — odrzekł Bohdan. — Byłaś, kuzynko, pogrążona we śnie przez szereg lat. Dopiero teraz otwiera się przed tobą...
— Furta klasztorna. Powinnam była dawno ją przekroczyć — wybuchnęła Lucia ze spazmatycznym dreszczem.
Księżna położyła swą miękką dłoń na ręku dziewczyny.
— Wierz mi, dziecko, są nieszczęśliwsi od ciebie. Są tacy, których nikt nie kocha, a jednak idą w świat samotni i dążą do czegoś, i zawsze pragną.
— I w końcu rozbijają głowę o bramę, za którą jest tylko utopia — odparła baronówna.
— Nie, bywa za nią czasem nowy horyzont i taka ogromna perspektywa, że przeszłość wydaje się malutką łączką wobec tego obszaru.
Dziewczyna uważnie sięgnęła wzrokiem do oczu księżnej, jakby chcąc wywlec z niej duszę.
— Mnie już taka... niespodzianka nie czeka — rzekła ponuro.
— Ach, dziecko moje! Jesteś tylko widzem swego życia i jego krytykiem, ale nie autorem. Możesz się domyślać epilogu, lecz go nie znasz. Los to twórca genialny, dowcipny! I... często złośliwy. A ja ci mówię, że bywają epilogi o większej wartości niż najpiękniejszy prolog. Ostatnie słowo w danym dziele czasem się staje pierwsze w nieznanej nam sztuce, będące w przestrzeni. Tylko nikt się tego nie domyśla.
— Więc babcia sądzi, że ja...