— Zna go hrabia?
— Z widzenia. Wiecznie biega, tak jak teraz; coś zapisuje i gada do siebie. Gra przy tym, niech Bóg broni! Dlatego też mówię: używa południa.
— Gra?
— Ciągle siedzi w kasynie. Taki smarkacz.
— To Polak?
— Zdaje się, ale nazwiska nie znam. Cały dzień przebywa w Monte Carlo, tu tylko nocuje.
— Hm! Ciekawe! — szepnął Waldemar, śledząc wzrokiem smukłą sylwetkę nieznajomego.
— Dlaczego ordynat tak się nim interesuje? To dość zwykły okaz na tym wybrzeżu.
— Ja go znam.
— Taak?...