Waldemar wprowadził jeszcze parę osób.
— Panie Trestka, pan wiosłuje. Tak?
— Nietęgo, ale mogę ryzykować.
— Więc dodam panu wioślarza. Proszę kierować błękitną.
— A pan?
— Ja prowadzę gondolę.
— Wioślarz niepotrzebny, ja panu pomogę — zawołała Stefcia.
Wskoczyła prędko do błękitnej łodzi, biorąc wiosła.
— Pan steruje, ja będę wiosłowała, bo nie znam drogi, a są tu podobno jakieś zakręty.
— Ja również nie znam drogi. Przy tym nic nie widzę, taki blask.