— Przedstawię jej innego kandydata.
Panna Rita parsknęła krótkim śmiechem i zaczęła znowu trzepać:
— Dla pana nie wiozę nic od księżnej, bo nie wiedziałam, że go tu zastanę.
— Dziś obowiązkowo.
— Przecież pan jest nieprzyjacielem wszelkich „szopek imieninowych”?
— Są okoliczności, w których to określenie nie ma zastosowania.
— A, za... pewne!...
Obiad przeszedł wesoło. Pod koniec zjawił się nieodzowny Trestka, powitany żartami i wybuchem wesołości.
Grano w tenisa. Stefcia z Trestką przegrali partię przeciw Waldemarowi i pannie Ricie.
Wówczas partnerzy zmienili się. Waldemar stanął obok Stefci, mówiąc coś do niej z zajęciem. Trestka, patrząc na nich, szepnął do sąsiadki: