— Wszyscy chwalą ordynata, mogłyby choć panie mnie pochwalić — rzekł niby żartem, ale kwaśno.

Panna Rita wzruszyła ramionami. Stefcia zaczęła mu dowodzić, że gdyby nie nieszczęsna trema, wszystko byłoby inaczej.

— Ale wyglądał pan nieźle — zakończyła z komiczną powagą.

— Nieźle! Dziękuję za łaskę, nie wysadziła się pani na komplement.

— Bo też nie miałam go na myśli.

— Ale za to pani robiła wenę. Buckingham mógłby o tym coś powiedzieć, a nawet i Apollo...

— A pańska Salamandra? — podchwyciła żywo Stefcia.

— Salamandra nie darmo nosi swą nazwę: żaden płomień jej nie wzruszy278.

— Tylko dobry jeździec.

Sapristi!279 Pani zaczyna być gorzka. Zawsze jednak jest pani szczera, a to wolę od fałszywych pochwał, jakimi witała mnie hrabianka Paula, mrugając na tego osła Weyhera. Do diabła, przecież nie potrzebuję jej protekcji!