— Czyż ordynat aż tak jest podniecony? — spytał Zaniecki.
— Il l’adore!287 Przy tym jej duma bierze go na munsztuk. To królewiątko w skórze szlacheckiej.
— Mimo to nie widzę dla nich dość wyraźnej sytuacji.
— Michorowski ją sobie sam znajdzie, bez pańskiej pomocy, pomaluje, na jaki zechce kolor.
— À la Pompadour288. Prawda?
— Nie, prędzej à la chapelle!289
Młody książę Giersztorf oburzył się.
— Cóż znowu! O ile znam pannę Rudecką, ona nie zostanie kochanką ordynata, a znowu Michorowski z nią się nie ożeni.
— O ile go pan zna? — podchwycił Brochwicz, podnosząc brwi.
— Na pierwsze się zgadzam, ale drugie już podlega kwestii. Michorowski jest jak ogniotrwała kasa sztucznie zamknięta. Otworzyć go bez jego własnej pomocy nie zdołamy, tym bardziej zajrzeć, co on w sobie nosi.