— Nic to, panie prezesie, polecim! Mamy siłę — drażnił się Waldemar.
Hrabia i książę nie dawali spokoju ordynatowi, aż uwolnił go od nich Brochwicz.
— Zabieram Michorowskiego z tej sesji na inną, mianowicie do dam — rzekł energicznie.
— Niewiele on o nie dba! — odparł Giersztorf.
— Ale one o niego dbają. Tam jest zawsze premierem.
— Dokończymy rozmowę potem — powiedział wesoło Waldemar.
Odchodząc, Brochwicz szepnął mu na ucho:
— Obaj ci staruszkowie niewiele już wskórają u pań, dlatego nudzą innych. Ale, ale! spotkasz znajomą.
— Ja?... Kogo?...
— Zobaczysz!... Błękitne niebo Italii, Corso306 rzymskie, ba! nawet ogrody Florencji, Ateny, Korfu... — deklamował Brochwicz.