— Otocki mu pewno dał dobrą naukę? Nie jest przyzwyczajony do podobnych wybryków.

— Poczekaj. Najpierw udał, że nie słyszy, ale gdy się hrabia po raz drugi tak samo odezwał, wówczas Otocki kłania mu się z powagą i mówi: „Byłem już hrabiemu przedstawiony przez ordynata, nazywam się Otocki”. Powiedział tak i odszedł w drugą stronę.

— Pysznie! — zawołał Waldemar ubawiony.

— Ja i Żnin daliśmy brawo Otockiemu, ale Barski musi być wściekły.

Waldemar zaśmiał się.

— Tym bardziej kiedy mu nadmieniłem, że przy obiedzie musi podać rękę panom z administracji, którzy będą na nim obecni. Wykręca się, abym mu nie przedstawił łowczego, ale go złapię wieczorem i przy wszystkich poda mu rękę.

Brochwicz klasnął w dłonie.

— Doskonale! To i o tym była rozmowa.

— Ach, daj mi spokój!

— No widzisz! I ty chcesz, abym wszedł w związki z takim utytułowanym zacofańcem? Choćby mi ciocia księżna nie dała miliona, a Barska sama się oświadczyła, jeszcze bym nie chciał. Wstydziłbym się takiego teścia. My z tobą, Waldy, jesteśmy ludzie innej rasy.