Pan Maciej uczuł zimny pot na ciele, coś zatargało sumieniem.

— I ty ją chcesz zabić?... Za co? — wołał jakiś głos wewnętrzny.

Spod obwisłych brwi spojrzał na wnuka. Waldemar, pochylony, wsparty na dłoni, patrzał na portrecik Stefci z wyrazem niewysłowionego szczęścia w twarzy, obejmował ją gorącym spojrzeniem, pieścił oczyma.

I znowu jakiś głuchy głos zawołał w duszy starca:

— Ty chcesz zabronić mu szczęścia? Jakim prawem?...

Zamknął oczy i odpowiedział sobie z goryczą:

— Nie wzbronisz, bo on cię nie usłucha.

— Skąd ty ją masz? — zwrócił się do Waldemara.

— Zmniejszyli mi ją z fotografii robionej w Głębowiczach. Noszę ją od tamtej pory.

— Śliczna dziewczyna! — szepnął staruszek.