— Ciociu! — zawołała Rita, podbiegając do staruszki z przerażeniem.
— Kto tu jest więcej? — wyszeptała księżna.
— Pan Edward, ciociu.
Trestka zgiął się w głębokim ukłonie.
— Wróciłem dziś z podróży i pospieszyłem złożyć paniom uszanowanie.
— To dobrze... Dziękuję — wyszeptała księżna, podając mu rękę.
Trestka ucałował ją z powagą.
— Może ciocia spocznie tu na kanapce — troszczyła się panna Rita.
— Nie, nie, tylko chcę, abyś wysłała posłańca. Ryciu, proszę cię, zajmij się tym... natychmiast. Może by kamerdyner... albo stangret...
— Dobrze, ciociu. A dokąd ma jechać?