Wyszła z pokoju wolno, majestatycznie.
Trestka został sam, podszedł do kominka i stalowymi grabkami rozgrzebywał siwy popiół, rozgarniał iskry, mrucząc po cichu do siebie:
— Czy to będzie już finał, czy ostateczny krach?
Po kilku minutach wróciła panna Rita.
— Gdzie ciocia?
— Poszła do siebie. Cóż, wysłała pani do Głębowicz?
— Pojechał mój stangret. On najprędzej dojedzie.
— Co to może być?...
Panna Rita była wzburzońa.
— Nie wiem, nie wiem! W każdym razie jakieś zakończenie. Księżna wygląda dziwnie. Pójdę do niej.