— One mnie uprzedziły o szczęściu.
— Czy ładne?
— Śliczne i... z Głębowicz.
Waldemar oddał Stefci dwa listy: od dziadka i od księżnej Podhoreckiej.
Księżna pisała w bardzo miłym tonie, ze swobodą niezdradzającą poprzedniego oporu. Stefcię nazwała wnuczką, pokładając w niej nadzieję uszczęśliwienia Waldemara. List zawierał kilka pochlebnych słów dla państwa Rudeckich i wyraźnie zaznaczoną chęć poznania bliżej Stefci, co wyglądało na zaproszenie jej do Obronnego.
Państwo Rudeccy rozbroili się.
Nie mieli już obaw co do przyszłości Stefci. Na ordynata spoglądali z uwielbieniem i dumą.
Stefcię wzruszył list pani Podhoreckiej. Doskonale odgadywała walkę poprzedzającą jej zgodę i sympatię. Wiedziała, że narzeczonemu zawdzięcza wszystko, że opór stawiano, ale on go zwalczył i dopiął celu.
Obok miłości wzbudziły się w jej duszy: cześć i podziw dla Waldemara.