— Dziękuję panu za dobre chęci.
Zadzwonił.
— Śniadanie podawać!
— Gotowe — odrzekł służący Andrzej.
— Panowie pozwolą.
Przy stole rozmawiano o rzeczach pobieżnych. Hrabia Mortęski był trochę jak złapany.
Gdy w godzinę potem lando z Szal okrążało dziedziniec zamkowy, Waldemar, patrząc za nim, szepnął do siebie:
— Knowania Barskiego. Tęgi wróg!
XXVI
Znikły ostatnie ochłapy śniegu.