— Kto ją niósł jeszcze oprócz niego?
Młoda księżna odpowiedziała:
— Pan Rudecki, hrabia Brochwicz, Trestka i Wiluś Szeliga.
— Ja widziałem tylko Waldemara. A na cmentarzu zdawał się kamienny, jednak sam zajrzał, czy grób wyłożony marmurem, jakby ten szczegół miał znaczenie najpierwsze. Dziwna jest jego boleść! Tak olbrzymio cierpi i drobiazgowo zabiega o wszystko, co się jej tyczy... jakby to robił na chłodno. Okropna była chwila, kiedy się z nią tak cicho żegnał. Rozdarła mi się dusza! A potem zamknięcie grobu... Ach, Boże! Czy to koniec zemsty?... czy koniec?
Księżna Franciszkowa położyła rękę na ramieniu staruszka.
— Proszę o tym nie mówić — szepnęła serdecznie — to straszne, to zanadto boli, to zanadto szarpie, proszę, niech się pan uspokoi.
Pan Maciej miał skupione brwi, palcami tarł oczy.
— Ja te obrazy mam tu... tu... w mózg mi się wryły... nie zapomnę!
Starsza księżna spojrzała po wszystkich.
— Gdzie jest Waldemar? — spytała cicho.