— Ale co na to powie jego rodzina, jego sfera?
Waldemar gwałtownie powstał i zatrzasnął fortepian.
— O tym już tylko ja decyduję — rzekł do siebie głośno.
— Czy masz prawo? — szepnęło mu coś w duszy, jakiś opiekuńczy duch zamku.
Waldemar zatrzymał się w swej przechadzce.
— Czy mam prawo? Wyrobię je sobie!
Ale duch szeptał znowu:
— Ostatnie panie tego zamku, ostatnie ordynatowe, były księżniczkami znakomitych rodów.
— A ona będzie moim szczęściem — odpowiedział twardo.
Szybkim krokiem poszedł w głąb zamku, zapalając elektryczność w każdej sali, w każdym pokoju i korytarzu.