— Jak się ma obecnie pan Michorowski? — pytała Stefcia.

Lucia się zaperzyła.

— Dlaczego nie mówisz dziadzio, jak dawniej?

— No więc dziadzio, czy już zdrowszy?...

— O tak, i ciągle panią wspomina. — Waldemar odrzekł, patrząc na Stefcię palącym wzrokiem.

Jego spojrzenie dziwnie miękko ogarniało jej postać. Tylko na krepowy welon spoglądał z marsem. Przykro go dotknął jej strój żałobny.

Lucia zawołała, jakby odgadując jego myśli:

— Stefa, po co tobie ta krepa? Ładnie wyglądasz w niej, ale to straszne! Po babce nie nosi się welonu.

— Ja ją bardzo kochałam. Zresztą niedługo będę nosiła.

Chciała powiedzieć: „Niedługo będziesz mnie już widziała” — ale wstrzymała się. Na samo wspomnienie łzy jej napłynęły do oczu.