Stefcia zawahała się.
— Mów, dziecko... mów wszystko... chcę wiedzieć, widzisz — jestem spokojny.
Stefcia opowiedziała, że babka, bawiąc za granicą, nie miała dokładnych wiadomości, gdzie się ona znajduje, i dopiero list ojca, w którym wymienił nazwisko Michorowskich...
Umilkła, nie chcąc wyjawić, że to właśnie przeraziło babkę. Nie chciała wymieniać szczegółów, gdyż występował w nich Waldemar.
Ale pan Maciej dopowiedział sobie resztę, pochylił głowę i ciężko oddychał, po czym mówił z ogromną goryczą:
— Więc nie przebaczyła... pamiętała zawsze... Samo nazwisko przeraziło... bała się o wnuczkę, że jest wśród nas.
Stefcia przylgnęła ustami do jego ręki. Czuła, że kocha tego starca.
— Nie, dziadziu, ona przebaczyła wszystko... Sama cierpiała, nawet rodzone dzieci nie wiedziały nazwiska do końca.
— Jednak bała się nas... bała się o ciebie. Dlaczego?
Stefcią wstrząsnął dreszcz.