— Ta przestarzała historia właśnie mnie wypędza, ona jest powodem mej obawy, boję się, by nie zmartwychwstała.
Długi czas siedziały naprzeciw siebie bez słowa. Duże piwne oczy pani Idalii, wpatrzone w Stefcię, zwężały się coraz bardziej i na twarzy pozostały tylko wąskie, brązowe szpareczki. Jedna brew drgała nerwowo. Baronowa białą ręką bawiła się złotym łańcuszkiem od zegarka, głęboko coś rozważając.
Stefcia wolno i poważnie podniosła na nią oczy, błyszczące wilgocią łzawej powłoki.
Pani Elzonowska powstała.
— Stanowczą odpowiedź dam pani jutro. Tak od razu nie mogę... pani pojmuje?...
Dziewczyna zrozumiała, że jest odgadnięta. Krew jej buchnęła do mózgu.
Matka Luci podała jej rękę już chłodniej niż przedtem.
Stefcia schodziła z wielkich schodów chwiejnym krokiem. W głowie jej szumiało.
Oparła się ciężko na aksamitnej poręczy.
— Trzeba jechać... jechać... na zawsze. Boże, Boże, daj mi sił!...