Stefcia spuściła oczy. Wielka przykrość odbiła się na jej twarzy. Nie uszło to oka pana Macieja.
— Czy wiesz co o nim? — powtórzył natarczywie.
— Zdaje mi się, że tak.
— Więc jego zamiary względem Luci...
— Niczym się nie różnią od tych, jakie miał niegdyś względem mnie.
— Naturalnie! — rzekł starzec i machnął ręką. — Jemu chodzi o posag.
Zwiesił głowę na piersi i przymknął oczy. Wyszukiwał już w starym mózgu rady na uchronienie wnuczki od zmarnowania pierwszych, wiośnianych uczuć.
— Ja panu opowiem rozmowę moją z Prątnickim — rzekła Stefcia gorączkowo. — Pan sam osądzi. Może ja źle zrozumiałam.
Pan Maciej podniósł głowę.
— Rozmawiałaś z nim o tym?