— Dlaczego, panie ordynacie... tak nagle?... Nie jestem przygotowany.

— To najmniejsza, kwestia paru mil drogi, przeprowadzka niedaleka.

Edmund jeszcze chciał się bronić.

— Czy pan niezadowolony z mych czynności gospodarczych w Słodkowcach? — zapytał z uniżonością, która obudziła niesmak w Waldemarze.

— Z gospodarczych? Nie. Tylko w ogóle jest pan odpowiedniejszy do Głębowicz.

— Odpowiedniejszy?... Dlaczego? Z jakich względów?...

Michorowski tracił cierpliwość.

— O panie, względy są różne — rzekł, strząsając w popielniczkę popiół z cygara.

Prątnicki zrozumiał. Nie chciano go tu. Lecz jaki główny powód? Pragnął dowiedzieć się koniecznie. Rzekł po krótkim milczeniu:

— Panie ordynacie, jeśli dzisiejszą swą wycieczką naraziłem się panu, w takim razie przepraszam bardzo. Istotnie popełniłem błąd.