Po wyjeździe Prątnickiego zrobiło się raźniej w pałacu. Stefcia odetchnęła lżej. Tylko baronowa z początku nudziła się, lecz tęsknota i łzy Luci utwierdziły ją w przekonaniu, że wyjazd praktykanta był konieczny.
Pewnego dnia, w czasie bytności ordynata, przyjechała konno panna Rita Szeliżanka, a w pół godziny po niej zjawił się hrabia Trestka. Właśnie całe towarzystwo siedziało na werandzie. Rita na widok swego prześladowcy skrzywiła się i rzekła z gniewem do Waldemara:
— To jest bajeczne, jak gdyby był moim patronem...
Ordynat wzruszył ramionami: myślał o czym innym. Trestka, ujrzawszy pannę Ritę, udał zdumienie tak artystycznie, że aż mu binokle spadły z nosa.
— Pani tu? — zawołał. — Co za szczęśliwy traf.
— Doprawdy? Voyons, pan ma talent kompozytorski, jak widzę.
— Dlaczego?
— No, bo przecie wiedziałeś pan, że dziś będę w Słodkowcach, alboś się dowiedział w Obronnem. Po co to udawać!
— Nic nie wiedziałem, comme j’aime Dieu!127 To niby specjalnie dla pani miałem tu przyjechać?
— Zdaje mi się.