— Panno Stefanio, czy nie moglibyśmy znaleźć czegoś ciekawszego do rozmowy? Trestka, panna Rita i ich uczucia — to temat tak niezabawny.
— Przepraszam pana — rzekła Stefania chłodno — nie zastanowiłam się, że robię panu przykrość tą rozmową. Ale pan sam rozpoczął.
— Ja mówiłem o Trestce, nie o pannie Ricie.
— Ale to, co pan mówił, odnosiło się do niej.
— Ani trochę! — zawołał, podnosząc brwi w górę i zaprzeczając ruchem głowy.
Patrzał w oczy Stefci, pełne gniewnych iskierek, uśmiechnął się i rzekł:
— Widzę, że my się z panią nie rozumiemy.
— Być może. Jak zawsze zresztą — odparła rozdrażniona.
— Co pani myślała, mówiąc o pannie Ricie? Proszę mi powiedzieć.
— Wybaczy pan, ale tak dalece żałuję swych słów, że nie chcę ich powtarzać. Istotnie popełniłam niedyskrecję.