— Bardzo panu dziękuję, bardzo... i przepraszam.
— Za co?
— Za... zmęczenie.
— Prędzej za to, że się wystraszyłem jak żak, co mi się nieczęsto zdarza.
— I cóż by mi się stało, gdybym spadła? Przeszłabym chrzest konnej jazdy.
— Pani jest jeszcze wielki dzieciak...
Nadjechała panna Rita, Trestka i masztalerze.
— Uf, mam tremę z powodu pani! — wołał młody hrabia. — Pędziliśmy tak, że ledwo żyję. Jeśli dostanę ataku sercowego, to będzie pani winna, tym bardziej że nie jestem tu potrzebny, jak widzę.
— Panie hrabio, zakończenie psuje efektowną całość — rzekła Stefcia z udaną powagą.
Panna Szeliżanka winszowała jej dzielnego trzymania się na koniu, po czym skręcili na pole do żniwiarzy.