— Nie rozumiem, jakim sposobem mogli nas dogonić. Przecie wcześniej wyjechaliśmy — rzekł Trestka.
— Widać karosze161 pana ordynata zmarniały — wtrąciła ironicznie panna Rita.
Waldemar odwrócił się rozbawiony.
— Raczy pani przypomnieć sobie, żeśmy stali na drodze dobry kwadrans, zawdzięczając jej przesiadaniu.
— Czy panu źle?
— Mnie? Bajecznie!
— Krzywda się panu dzieje?
— Cóż znowu! Ale niech pani nie krzywdzi karych.
Pojazdy zrównały się. Pierwsze lando mieściło w sobie księżnę Podhorecką, pana Macieja i księcia Franciszka z żoną. W drugim powozie jechała pani Elzonowska i hrabiostwo Ćwileccy ze starszą hrabianką Michaliną.
Waldemar zatrzymał konie, stanęli i stangreci.