— Teraz na innej planecie może znalazła spokój, daremnie szukany na ziemi.

— Czy pan ją pamięta? — spytała głucho Stefcia.

— Była moją chrzestną matką, pamiętam ją trochę. Dużo opowiadała mi o niej babka Podhorecka, która bardzo ją kochała.

Spojrzał uważnie na Stefcię, na jej rozpalone usta, wilgotne oczy, i rzekł dziwnie łagodnym głosem:

— Zmęczyłem panią... prawda? Taka pani widocznie przejęta, nawet wzruszona.

Podniosła na niego oczy.

— Żal mi ludzi, którzy się tak strasznie męczą, tak cierpią...

— O tak, żal zawiedzionej nadziei i największego bogactwa na świecie — uczuć.

— Pan to pojmuje? — spytała Stefcia.

Zmarszczył brwi.