Dzieci z hałasem opadły ordynata ze wszystkich stron. Starsze, przywitawszy się, stały na boku, powściągając młodsze.

— Pan dobji! Pan oldynat!...

— No, cicho, dzieciaki! — wołał roześmiany Waldemar. — Nie hałasować, przywitać się z paniami! Cóż tu u was słychać, co?

Zaczęło się powitanie z gośćmi i różne opowieści o wydarzeniach niezwykłych.

— Osiołek lozblikał się Antosiowi i wywlócił wózek! — wołała, śmiejąc się, jakaś dziewczynka.

— Marynia rozdarła sukienkę Zosi i pani ochroniarka kazała jej klęczeć.

— Micio Zielak noś sobie zbil...

— Jak one pana kochają, to jednak coś bajecznego! — mówił Weyher.

— Czy to dzieci służbowe? — spytała Ćwilecka.

— Tak, pani, dzieci służby dworskiej, trochę biedaków ze wsi i bardzo dużo zupełnych sierot, nawet podrzutków. Uczą się tu i bawią do czasu pójścia do szkoły.