— Chyba panna Stefania zechce, abym został jako partner do tenisa. W takim razie zapominam dziś o Głębowiczach i...

— Waldy, proszę cię, nie żartuj — przerwał pan Maciej, bardzo niezadowolony.

— Ależ ja wcale nie żartuję! Panna Stefania może mnie skłonić do zostania. Więc... słucham wyroku?

I pochylony patrzał na Stefcię zuchwałym wzrokiem.

— Słucham wyroku! — powtórzył.

Stefcię oblała gorąca krew oburzenia.

Z jaką przyjemnością cisnęłaby w twarz tego magnata serwetką lub talerzem.

Podniosła na niego oczy pełne gniewu i odrzekła:

— Mówiłam panu, że nie grywam w tenisa, i jeszcze raz to powtarzam.

— Ach, więc zostanę nauczycielem pani. Ręczę za świetne rezultaty.