— Gentleman!
Inni rzucali na siebie zdziwione spojrzenia.
Waldemar milczał, paląc cygaro. Dał im czas do rekolekcji.
Pierwszy odezwał się Brochwicz:
— Wybacz nam, Waldy. Mówiliśmy nieoględnie, przyznaję, lecz jesteśmy wytłumaczeni, gdyż prócz Trestki i barona nikt z nas nie zna panny Rudeckiej.
Grzeczność kolegi ujęła Waldemara. Odrzekł z uśmiechem:
— Ja też chciałem jedynie zaznaczyć, że trzeba się liczyć z dowcipami o nieznanej osobie, zwłaszcza o młodej pannie.
Drugi cios!
Ale przez głowę Waldemara przeleciała błyskawiczna myśl, trochę gorzka:
— Ogromnie dotychczas oszczędzałem znane mi ze słyszenia panny, a ich moralizuję... Jestem dureń!...