Książę Zaniecki miał ochotę dziękować Waldemarowi, ale zdołał powstrzymać wybuch wdzięczności. Uważał, że dla utrzymania się w tonie prawdziwego lorda należy zachować zimną krew zawsze i wszędzie.
Ale Brochwicz miał więcej polskiej krwi w sobie, a przynajmniej nie starał się jej przefarbować, zawołał przeto z całą szczerością:
— No, jeżeli ty, Waldy, wycofujesz się z turnieju, nastąpi prawdziwa i ostra walka, do której i ja się zapisuję. Niech co chce, będzie!
— Brawo, Brochwicz! — zawołał Trestka.
— Ale ty, Waldy, naucz mnie, jak się to zdobywa laury u panien, bo, co prawda, nie bardzo wiem.
— Spytaj o to Trestkę. On prowadzi kampanię od trzech lat. Ja się na tym nie znam.
Brochwicz komicznym ruchem załamał ręce.
— On się na tym nie zna! Słyszeliście?
Trestka zabrał głos:
— Nietrafnie ordynat wysyła pana do mnie na studia, bo chociaż prowadzę kampanię od trzech lat, ale bez rezultatów, panu zaś głównie chodzi o finał, czy tak?