Stefcia zmieszała się, zaczęła wołać głośno:

— Luciu! Luciu!

Waldemar zapytał ze zdziwieniem:

— Pani nie jest sama?

— Jestem z Lucią, ale gdzieś mi się podziała.

Wtem zaszeleściały gałęzie i Lucia z rozpędem wybiegła z krzaków. Twarz miała rozognioną i błyszczące oczy.

— Gdzie biegałaś tak długo? — spytała Stefcia.

— Zapędziłam się za orzechami. Jakie mnóstwo!

— Gdzież one są? Nazbierałaś, skoro takie mnóstwo? — pytał Waldemar, patrząc badawczo na dziewczynkę.

Lucia spuściła oczy.