— Właśnie o to mi chodziło.
Panna Rita utkwiła w nich obu ostry wzrok, który jednak nie miał własności zabójczych, bo się panowie tylko uśmiechnęli zamiast przestraszyć.
— O co to panu chodziło? I o jakich to szansach pan mówi, panie ordynacie?
Waldemar zrobił komicznie poważną minę.
— Ja mówiłem o wyścigu hipicznym262, łaskawa pani sportsmenko.
— Jak to?
— Bo każdy z nas może wyścig przegrać, a kto koni nie posiada, ten ma zawsze szanse wygrania przez to samo, że nie będzie grał.
— Paradoks! A pan?
Trestka był zaskoczony.
— Ja? Ja mniej więcej to samo, co ordynat.