— A... przepraszam, bardzo przepraszam!

— Bliższych szczegółów udzieli panom mój koniuszy i przedstawi papiery Apolla. Ale koń nie jest na sprzedaż.

Sportsmen dotknął kapelusza i cofnął się z ukłonem. Ordynat i panie obejrzeli jeszcze kilka stajen; dochodzili do obór.

— Czy bydła panie nie są ciekawe? — zapytał Waldemar.

— O nie! — zawołała Rita. — Wracajmy do Idalki. Zemdliły ją pewnie te wędliny.

Pani Idalia była ekspertką wędlin i serów, uproszoną przez komitet wraz z innymi paniami. Hrabina Ćwilecka prowadziła ekspertyzę konfitur i win, młoda księżna Podhorecka najrozmaitszych wódek, miodów i nalewek. Wszystkie siedziały w obszernym pawilonie wytworów wiejskich, ładnie udekorowanym. Towarzyszyło paniom kilku mężczyzn. Baronowa próbowała wędlin, podawanych jej na talerzykach z kartkami producentów, i wygłaszała swe zdania.

Dużo przy tym było żartów, ale i czysto spiżarnianej rozmowy. Hrabina Ćwilecka spod oka patrzała na Stefcię i na złocienie269 w jej ręku. Gniewał ją ordynat, towarzyszący tej „nieciekawej trójce” — liczyła w to pannę Ritę i Lucię. Pani Idalia, ujrzawszy ich, rzekła:

— Pewnie się lepiej od nas bawicie, bo ja już jestem horriblement fatiguée270.

— Niech panie zmienią wędliny na konfitury, a wujeneczka niech od nalewek przejdzie do serów — żartował Waldemar.

— Dobra rada! A potem ty nas będziesz cucił, bo po takiej zmianie rozchorowałabym się na pewno.