— Czemu one nie przyjeżdżają? — pomyślał pan Rudecki.

Wtem zwrócił się do niego jakiś stary pan, siedzący obok, i spytał, patrząc spod okularów:

— Panie, czemu muzyka nie ustaje? Bębnią i bębnią, choć nikt nie słucha, a tam arystokracja już wali gremialnie i pewno się także złości.

— Ktoś tu komuś powinien ustąpić: koncert arystokracji czy vice versa313 — odparł zagadnięty.

— Tymczasem nikt nie ustępuje, ale to dowodzi, że ci wszyscy panowie niewiele sobie robią ze sztuki, przy tym są niezbyt grzeczni, bo i sami nie słuchają, i innym nie dają.

— Zachowują się jednak dość cicho, a co do muzyki dzisiejszej, niewarta ona lepszego traktowania.

— Panie! Przecie to sława stolicy i ostatni koncert!

— Może być, ja się nie zachwycam.

— A był pan na poprzednich koncertach?

— Nie!