— Jednak mi go pan nie odradza?
— Panno Melanio, wyraża się pani w sposób ubliżający dla księcia. Jego się przyjmuje lub nie, ale radzić i odradzać nie można.
— Dlaczego pan mówi wymijająco?
Waldemar zmarszczył brwi: spostrzegł zagadkowy uśmieszek hrabianki i poruszyło go to. Był już znudzony, pragnął skończyć rozmowę, ale postawa hrabianki wzburzyła w nim krew. Odrzekł szorstko:
— Nie pojmuję, dlaczego pani tak stanowczo chce znać mój pogląd na kwestię, nawiasem mówiąc, dla mnie obojętną. Lecz skoro tak jest, więc powiem. Zanieckiego uważam za najpoważniejszego ze wszystkich starających się o panią.
Pannie Barskiej zamarł oddech w piersi.
— A gdybym się zdecydowała wyjść za niego?...
— Życzyłbym pani szczęścia z całą szczerością.
Hrabianka stała się bladą jak kreda. Usta jej drżały nerwowo. Oddychając szybko, szła jak przytłoczona. Milczeli długą chwilę.
Nagle Melania wyrwała rękę spod ramienia Waldemara i zawołała wzburzonym głosem: