— Proszę panią na herbatę w imieniu ciotki i dziadka. Jeżeli zaś moja babka i pani hra... bi... na Ćwilecka chcą panią poznać, proszę to zawdzięczać swej uczennicy.
— A tak, ja o pani dużo mówiłam cioci i księżnej — potwierdziła Lucia.
— Więc służę paniom.
— Nie, Waldy. Jeśli chcesz iść razem z nami, to poczekaj w saloniku. Musimy sobie poprawić włosy. Wyglądamy jak strachy.
— Ty — tak, ale pannie Stefanii bardzo w tym do twarzy.
— Ach, niegodziwcze! — zawołała Lucia, wyciągając go za drzwi tak samo za rękaw, jak go wciągnęła.
Stefcia spojrzała na młodego pana z niechęcią. Gniewał ją na każdym kroku. On to spostrzegł i podnosząc ramiona z komiczną miną, szedł do drzwi, wołając:
— Hannibal ante portas!50 Mówią mi to pani oczy... Uciekam, już mnie nie ma!
Wyszedł. Lucia zamknęła drzwi za nim.