— Wiedział i powiedziałam mu to jeszcze przed samym odjazdem, bo się pytał — odrzekła, blednąc z nieznanej trwogi.
— Czy wiedział również, jak z domu? To niemożliwe!
— Nie, o tym nie mówiłam nigdy, dopiero na końcu ordynatowi, gdy się zapytał.
— Ach, więc jednak pytał?
— Gdy wsiadałam już do karety.
— Ach tak! A czy pan Maciej był zupełnie zdrów, jak wyjeżdżałaś?
— Nie narzekał na nic.
— Musiał się od ordynata dowiedzieć i zachorował — szepnął pan Rudecki jakby do siebie.
— Co ojczuś mówi? Czego się miał dowiedzieć?
— Czekaj, dziecko. Za chwilę zrozumiesz.