Koniec.
Stefcia zamknęła gwałtownie książkę. Przerażenie, ból niezmierny, żal i ostatnie słowa pamiętnika: „To się mści, to się zemścić musi!” — porwały ją z miejsca.
— Straszne! Straszne!
Dziewczyna, rozdrażniona wrażeniami i długim czuwaniem, nie panowała już nad nerwami. Stanęła przed nią wizja bladej mary, mścicielki, rodowej Nemezys389 i wyciągała do struchlałej ramiona.
Stefcia krzyknęła głośno.
Drzwi się otworzyły, weszła jej matka.
Stefcia przypadła do niej z okrzykiem trwogi, kolana się pod nią gięły, uklękła.
— Mamo, mamo! Wiem wszystko, czytałam... Straszne! To się mści, to się mści!
Pani Rudecka pochyliła się nad córką.
Blady zimowy świt, wpełzający przez okna, uwypuklał zbolałą grupę, nad którą zawisła groza.