Stefcia poruszyła się.

— Nie lubisz arystokracji?

— Jest mi obojętna, ale nie lubię ciebie wśród nich.

— Mówisz tak, bo ich nie znasz. Zresztą czyż jestem zmieniona?

Narnicki popatrzał na nią niemal groźnie.

— Tak, jesteś — rzekł z przyciskiem.

— Ja?!

— Jesteś pod ich wpływem. Daj Boże, aby się to zmieniło.

Stefcia zamyśliła się. Zrozumiał ją. Odgadł jej uczucia i ostrzegał. Przypomniały się jej Głębowicze, ich historia, wspaniałość magnacka, świetne towarzystwa. Istotnie wsiąkła w tamtą sferę, polubiła ich wszystkich. I oni mają wielkie wady, wśród nich są osobniki bez wartości, nawet częste. Ale są wyjątki, skoro można spotkać takiego Waldemara, taką księżnę Podhorecką jedną i drugą lub Macieja. A kto ich nie zna bliżej, sądzi ogólnie i często niesprawiedliwie.

Tak myślała Stefcia.