— Stefcia moją żoną? Ja będę miał żonę!

Waldemar uprzytomnia ją sobie.

— Jaka ona młoda! O całe dwanaście lat młodsza od niego: ma zaledwo dwudziesty rok.

— Ale co na to powie jego rodzina, jego sfera?

Waldemar gwałtownie powstał i zatrzasnął fortepian.

— O tym już tylko ja decyduję — rzekł do siebie głośno.

— Czy masz prawo? — szepnęło mu coś w duszy, jakiś opiekuńczy duch zamku.

Waldemar zatrzymał się w swej przechadzce.

— Czy mam prawo? Wyrobię je sobie!

Ale duch szeptał znowu: