— Pozwoli pani, przedstawię ją mej babce.
Stefcia machinalnie pozwoliła się prowadzić do odległej kanapki. Podniósłszy oczy, zobaczyła pogodną twarz pana Macieja i poważną, arystokratyczną postać księżnej.
Wtem zabrzmiał znowu niski głos ordynata.
— Droga babciu, przedstawiam ci pannę Stefanię Rudecką, o której słyszałaś od Luci.
Księżna powstała z kanapki i podając Stefci rękę, rzekła z ujmującym uśmiechem:
— Bardzo mi miło panią poznać. Istotnie Lucia mi o pani opowiadała. Jest zachwycona swą kierowniczką.
Stefcia zręcznie pochyliła się i ucałowała rękę staruszki, przepojona wdzięcznością i dziwną otuchą.
W oczach starej kobiety zamigotało zdziwienie. Uśmiechnięta, dotknęła ustami włosów dziewczyny, po czym usiadła, wskazując jej obok stojący fotelik.
Rozpytywała ją uprzejmie o rodzinę i czy jest zadowolona z Luci. Rozmowę podtrzymywał pan Maciej.
Na wszystkich obecnych zachowanie się ordynata i powitanie z księżną zrobiło wrażenie.