— Czyżby mogło być inaczej? Mam cię jednego tylko, i wnuka, i syna razem, bo Franio... ach, Boże!...
Staruszka machnęła ręką zniechęconym gestem.
— Gdyby Franio był choć trochę do ciebie podobny!
— Ależ, babciu, ja wzorem być nie chcę dla nikogo.
— Jednak możesz nim być.
Waldemar uśmiechnął się pod wąsem.
— Będę kiedyś dla mego syna.
— Otóż to! Szkoda, że nie myślisz o założeniu rodziny — to twój obowiązek. Jesteś ostatni z linii głębowickiej, powinieneś, Waldy, o tym pamiętać, ale... ty zawsze tylko żartujesz.
Waldemar spoważniał. Spojrzał prosto w oczy księżnej.
— Nie, babciu, ja teraz nie żartuję. Mam stanowczy zamiar wziąć sobie żonę, założyć rodzinę, nie obowiązkową, nie dla tradycji, lecz z powodu własnych pragnień.