Długi czas trwało milczenie. Panna Rita patrzała na ogień. Trestka bawił się binoklami i świecąc nimi w blasku płomienia, nie spuszczał z oczu bladej twarzy i apatycznych ust panny Szeliżanki.
Cicho zapytał:
— Czy z panną Stefanią już po słowie? Ordynat jej się oświadczył?
— Dawno! Jeszcze w Słodkowcach. Ale mu odmówiła i wyjechała.
— Odmó... wi... ła?...
— Cóż się pan tak dziwi? Odmówiła powodowana taktem, ale kocha go. I ona biedna! Żal mi jej.
— Gdyby trafiła na kogo innego, może bym żałował, ale tak! Zostanie ordynatową, czyli prześcignie własne marzenia.
— Lecz ile przecierpi!...
— Miłość ordynata wynagrodzi wszystko. Wiem od Brochwicza, że on ją bardzo kocha. Przeczuwałem to dawno, lecz nie sądziłem, że się to tak prędko rozstrzygnie. Sapristi, tu idzie crescendo422!
— Alboż pan nie znał ordynata?