Znowu podniosła oczy na fotografię i nagłym ruchem podała Waldemarowi obie ręce.
— Podoba mi się... twoja Stefcia... Waldy — rzekła z uśmiechem.
On ścisnął dłonie staruszki, pochylił się do niej z wichrem szczęścia w oczach.
— Moja Stefcia!... Moja!...
— Niech wam... Bóg błogosławi — rzekła księżna poważnie, kładąc dłoń na głowie wnuka.
Waldemar wiedział, co kosztowały księżnę te słowa. Gorące usta przycisnął do jej rąk.
— Dziękuję ci, droga babciu! Szczęście nasze będzie twoją nagrodą — mówił wzruszony.
Księżna ucałowała kilkakrotnie jego głowę. Łzy spłynęły z jej oczu.
— Daj Boże, abyś był szczęśliwy, daj Boże! Nie chciałam być gorsza od Macieja, bałam się, że mnie pominiesz... jestem zazdrosna o twe uczucie... więc... niech się spełni.
— Będziesz miała moją miłość i miłość Stefci. Pokochasz ją sama.