Dokończyła szeptem:
— A ona czarem.
Staruszka głaskała ciemną, zbiedzoną głowę wychowanki, błądząc oczyma w przestrzeni. Panna Rita milczała cicha i jakby uspokojona.
Księżna szepnęła znowu:
— Rozmawiałam z duchem mojej Elżuni i z Gabrielą. Zwłaszcza Gabrielę widziałam często w snach. Stawała obok Waldemara i kładła mu rękę na głowie, jakby błogosławiąc. I tę Stefcię widziałam. Klęczała przy Gabrieli, taka śliczna, błagająca, zupełnie podobna do tej w medalionie Waldemara.
Staruszka wstrząsnęła się.
— A czy wiesz? Ukazała mi się we śnie zmarła Rembowska. Och, tak okropnie patrzyła mi w oczy!
— Niech się ciocia nie przejmuje — rzekła serdecznie panna Szeliżanka i przylgnęła do ręki staruszki.
— Nic, dziecko, to już minęło. Teraz mi dobrze i tak spokojnie. Waldy kocha mnie. O to już mi tylko chodzi. On zacny chłopak. Czemuż go Elżunia nie widzi!
Panna Rita westchnęła. Księżna pocałowała ją w czoło.