Młody panicz mówił dalej.
— O zaręczynach dowiedziałem się w Paryżu, ale pańskiej narzeczonej nie jestem jeszcze przedstawiony, chociaż już zachwycony. Une très belle personne, tres distinguée!457
Waldemar ponad głową hrabianki spojrzał na Stefcię. Wyglądała porywająco. Była jak delikatny kwiat na czarnej masie fraków, otaczających ją ściśle.
Hrabianka Melania, czerwona z gniewu, spoglądała na przeciwległą lożę wzrokiem pełnym jadu. Powodzenie Stefci drażniło ją. Słowa młodego księcia oburzyły.
— Kiedyż ślub? — syknęła ze złośliwym grymasem ust: miał to być uśmiech uprzejmy.
— Za dwa miesiące.
— Potem w podróż zapewne? — rzekł młody książę z pochyleniem głowy i całej postaci, trzymając kapelusz w obu rękach zwieszonych na dół. Długą szyję wyciągnął ciekawie naprzód.
— Nie, lato mamy zamiar spędzić w Głębowiczach. Podróż projektujemy na sezon jesienny i zimę. Pożegnam państwa — rzekł ordynat, kłaniając się.
Nerwowy, pełen złości ruch hrabianki przy podaniu ręki rozśmieszył Waldemara.
— Antagonistka! — szepnął do siebie w korytarzu.