Ordynat machnął ręką.
— Prawda! — rzekł obojętnie.
Pochował pudełka, po czym dotknął ręką głowy.
— Waldy, słuchaj, co tobie jest? Wydajesz mi się dziwny. Połóż się — rzekł Brochwicz.
Waldemar chodził po pokoju widocznie zdenerwowany.
— Wiesz co, ja chyba pojadę dziś: coś mnie dręczy.
— Chory jesteś?
— Ech, co znowu!
— No to zostań! To są, widzisz, takie przedślubne momenty. Ja ich nie przechodziłem, ale rozumiem, cela va sans dire!478 Kawalerstwo szumne, junackie idzie na strych i naturalnie ma tremę. Twoje małżeństwo ponętne, ale... ale zawsze to już tyły armii — nie kawaleria! To musi wytwarzać wielkie charivari479 w myślach. Veni Creator cię wyleczy, zobaczysz.
Ordynat roześmiał się.