— Jestem zanadto niespokojny. Nie rozumiem tego. Pojadę.
Lecz nie zdążył nacisnąć dzwonka, gdy zastukano do drzwi. Wszedł lokaj, podał ordynatowi telegram i wyszedł.
Waldemar szybko rozwinął papier. Bladość pokryła jego twarz.
— Co się stało? — zawołał Brochwicz, zerwawszy się z kanapki.
Waldemar wręczył mu telegram, sam gwałtownie zadzwonił.
Brochwicz przeczytał:
„Stefcia bardzo chora. Proszę natychmiast przyjeżdżać.
Rudecki”
Lokaj wpadł zadyszany.
— Rachunek! Pakować rzeczy! Konie na dworzec terespolski — krzyknął Waldemar.