Pan Rudecki odpowiedział głucho:
— Zapalenie mózgu. Dziś gorzej.
— Boże! — jęknął Waldemar. — Jaki powód choroby? Kto leczy?
— Miejscowi doktorzy i profesor z Warszawy.
— Kiedy zachorowała?
— We środę wieczorem.
Ordynat spojrzał jak wściekły.
— I mnie dopiero w sobotę zawiadomiliście? Jak można było?! — zawołał wzburzony.
— Telegrafowaliśmy po przyjeżdzie profesora. Pomoc lekarska była natychmiast. Robimy, co w naszej mocy — odrzekł szorstko Rudecki.
— Gdzie ona?