Waldemar obejrzał list. Charakteru nie znał. Zaczął czytać wzburzony. Nagle rzucił się, postąpił krok naprzód, przebiegał list pałającymi oczyma. Ręce mu dygotały, twarz mieniła się rozpaczą, wstrętem.

Krzyknął głucho, papier wypadł mu na podłogę. Waldemar załamał ręce nad głową.

— Ten ją zabił!... Ten ją zabił!... Bezczelny!...

Ciężko usunął się na krzesło, rękoma ścisnął skronie.

Pan Rudecki podniósł list, przeczytał.

— Jezus Maria! — jęknął rozpacznie.

Weszła pani Rudecka.

— Co się wam stało? — spytała przerażona.

Mąż wskazał jej listy.

— Zabiliśmy dziecko, zabiliśmy tym! Straszne, straszne!