Starsza księżna spuściła powieki, usta zacięły się surowym wyrazem. Cichym głosem przemówiła:
— Barscy?... taką niegodziwość! Wstyd! I to karmazyni! Czy to prawda?
— A jednak fakt — podchwycił Trestka. — Ostatni anonim pisał Barski: jego styl, jego wyrażenia. W innych mniej więcej to samo, tylko pismo podrabiane umiejętnie. Cisnąć mu w twarz nie można: za bezczelny, nawet by się nie zarumienił.
— Ale można by mu nie podać ręki — rzekła surowo księżna.
Lekki dreszcz przeniknął obecnych. Wyrok dumnej pani, magnatki rodowej, wydany na magnata, zrobił wrażenie. Spojrzeli po sobie, jakiś strach przeleciał po twarzach.
— Barskiemu ktoś pomagał — rzekła nieśmiało pani Idalia.
— Własna córka i Lora Ćwilecka — dodała ironicznie panna Rita.
— Na nie spada wstyd za splamioną godność kobiecą — mówiła księżna podniecona — skompromitowały się same. Lora była zawsze parweniuszką. Ale Barski skompromitował nas wszystkich, tego już się nie darowuje!
— Wyraźnego dowodu nie ma — wycedziła pani Elzonowska.
— Idalio! — zgromił ją pan Maciej.